Psychologia on-line
Anonimowość, profesjonalizm, bezpieczeństwo Płatności

Płatności

Masz pytanie?
Skontaktuj się z nami!



                        zapomniałeś hasła? załóż konto
Jesteś tutaj: Strona główna » Czy wiesz że?

W głębinach depresji

Dziś każdy ma depresję: wystarczy, że ktoś zarysuje nam samochód, teściowa odmówi pomocy przy dziecku, a już wołamy "mam depresję!". Tymczasem prawdziwa depresja to bardzo poważny stan, wymagający natychmiastowej pomocy i leczenia.

Na co dzień nie zdajemy sobie sprawy z tego, że znośnym, niekiedy nawet przyjemnym czyni nasze życie fakt, że spostrzegamy je jako mające sens, a samych siebie jako wartościowych. Dzięki temu czujemy się dobrze ze sobą i z innymi. Nawet jeśli nasz nastrój czasami się pogarsza, jego wahania mieszczą się w pewnych tolerowanych przez nas granicach. Każdy z nas doświadcza czasem wydarzeń szczególnie trudnych, które wywołują silne i nieprzyjemne uczucia, na co dzień potrafimy jednak wpływać na nasze samopoczucie i utrzymywać je we względnie niezmiennym i raczej przyjemnym stanie.

Wyobraźmy sobie jednak, że – tak jak to się dzieje u osób chorych na depresję – nasz sposób przeżywania świata stopniowo i bez żadnego uchwytnego dla nas powodu zmienia się. Z dnia na dzień stajemy się coraz bardziej smutni i wycofani, rzeczy, które wcześniej nas cieszyły nie sprawiają nam już przyjemności, nie mamy ochoty na kontakt z innymi ludźmi, którzy zresztą zupełnie nie rozumieją, co przeżywamy, codziennie trudniej jest nam wstać z łóżka, wykonanie najprostszych czynności wymaga od nas takiego wysiłku, jak wejście na Mount Everest. Wszystko wokół nas straciło sens. „Mnie nie mogłoby się to zdarzyć” – powie większość z nas. Mało tego, jesteśmy przekonani, że każdy ma realny wpływ na swoje uczucia i gdyby tylko zaczął myśleć inaczej o sobie i innych, mógłby bez trudu zmienić swoje samopoczucie...

Osoby chorujące na depresję często doświadczają w swoim otoczeniu niezrozumienia, za którym stoi przekonanie: „gdybyś tylko bardziej się postarał, mógłbyś poczuć się lepiej, weź się wreszcie w garść”. Cierpiący na depresję, który nie stosuje się do tej rady, wzbudza w swoim otoczeniu irytację, która jest podszyta lękiem przed własną bezradnością wobec tej sytuacji i paniką z powodu pogarszającego się stanu chorego.

Depresja czy przygnębienie?

Depresja jest źródłem cierpienia ogromnej części społeczeństwa (różne źródła podają, że choruje na nią od 10 do 15 procent populacji), a ze względu na ryzyko samobójstwa jest poważnym zagrożeniem dla osoby chorej. Wydaje się jednak, że choroba ta jest w dalszym ciągu bagatelizowana społecznie, bo często jest mylona ze zwykłym przygnębieniem, będącym reakcją na przejściowe trudności. Świetnie odzwierciedla to język potoczny, w którym „mieć depresję” znaczy tyle, co „być przygnębionym lub martwić się czymś”. Gdy o depresji zaczęto pisać w popularnych gazetach, przestała być chorobą wstydliwą, do której nie można się otwarcie przyznać. Jednak nadal funkcjonuje wiele błędnych przekonań na temat depresji, co powoduje, że często osoby chorujące i ich otoczenie są zdezorientowani. W zasadzie nie bardzo wiadomo, co robić – udać się do lekarza rodzinnego czy może do psychiatry albo do psychologa na psychoterapię. To dlatego wiele osób, które uważają, że cierpią na depresję (lub tak sądzą ich bliscy) nie szuka pomocy.

Era prozacu

Problemy w diagnozowaniu i leczeniu depresji mają kilka źródeł. Po pierwsze, powszechne mylenie depresji i smutku powoduje, że wielu osobom trudno jest stwierdzić, czy to, co przeżywają jest naturalnym stanem obniżenia nastroju, czy też są to sygnały rozpoczynającej się choroby. W erze prozacu i amerykanizacji naszej kultury po prostu nie wypada być smutnym, zwłaszcza przez dłuższy czas. Jeśli więc tak się zdarzy, to jedynym usprawiedliwieniem tego stanu wydaje się nam depresja. Tymczasem naturalne wahania nastroju oraz reagowanie w sposób depresyjny na poważne trudności życiowe, choć może to być niepopularne i nieprzyjemne, jest czymś naturalnym i świadczącym o zdrowiu psychicznym. Osoba zdrowa potrafi doświadczać i przyjmować różne emocje, także te, które nie są dla niej przyjemne.

Kiedy jednak obniżenie nastroju, czyli uczucie smutku i przygnębienia zaczyna być czymś niebezpiecznym? Z całą pewnością wtedy, gdy dołączają do niego inne objawy depresji: utrata zainteresowania otoczeniem i motywacji do działania, objawy wegetatywne, takie jak jadłowstręt czy trudności ze snem, a zwłaszcza myśli samobójcze czy rezygnacyjne. Decydujące znaczenie ma także długość trwania tego stanu oraz nasilenie symptomów.

Do źródła smutku

Depresja ma wiele postaci o różnym nasileniu. Należy odróżnić krótkotrwały epizod depresyjny występujący po jakimś trudnym czy traumatycznym wydarzeniu od nerwicy depresyjnej i właściwej depresji, które są chorobami przewlekłymi i trudno jednoznacznie określić ich początek. Niektóre osoby cierpiące na nerwicę depresyjną lub depresję racjonalizują swój stan, poszukując jego uzasadnienia w zewnętrznym świecie i traktują trudne wydarzenia jako początek swojej choroby. Bez początkowego trudnego wydarzenia (np. śmierci bliskiej osoby, utraty pracy, rozwodu czy zdarzenia o charakterze traumatycznym) nie byłoby reakcji depresyjnej, ale zdarzenia te nie mają wpływu na pojawienie się nerwicy depresyjnej i depresji, choć może temu towarzyszyć inne subiektywne odczucie. Zaburzenia te, jakkolwiek wszystkie mogą mieć pewne podobne objawy (wśród których kluczowym jest obniżenie nastroju) mają różne przyczyny.

Krótkotrwała reakcja depresyjna to zaburzenie o charakterze reaktywnym, egzogenne, czyli wynikające bezpośrednio z trudności w zasymilowaniu trudnego wydarzenia. Reakcja ta nie trwa dłużej niż miesiąc. Wymaga pomocy w postaci interwencji kryzysowej lub krótkoterminowej terapii, pozwalającej odreagować emocje związane z trudnym wydarzeniem i zasymilować zmianę; czasami także przeformułować życiowe cele.

Nerwica depresyjna jest zaburzeniem o charakterze lękowym, które ma swoje źródła w nierozwiązanym konflikcie wewnętrznym. Manifestuje się poprzez takie symptomy, jak np. stałe uczucie przygnębienia i smutku, stanowiące obronę przed nieakceptowanymi impulsami. Konflikt ten jest nieuświadomiony. Jeśli zaburzenie ma charakter nerwicowy, podanie leków może wywołać poprawę, likwidując objawy – nie usunie jednak przyczyn zaburzenia, a w konsekwencji prawdopodobnie narazi pacjenta na nawrót choroby oraz uniemożliwi mu zrozumienie i spożytkowanie tej trudności dla własnego rozwoju. Podanie leków pacjentowi z nerwicą może być w niektórych szczególnych przypadkach uzasadnione, chociaż nie jest to główna metoda leczenia tego rodzaju zaburzeń.

Nie tylko terapia

Depresja endogenna – uwarunkowana biologicznie, w przeciwieństwie do depresji egzogennej, będącej reakcją na zewnętrzne wydarzenia – jest poważną chorobą. Nieleczona może izolować człowieka z otoczenia, a nawet zakończyć się udaną próbą samobójczą. Choroba ta wymaga leczenia psychiatrycznego, najczęściej farmakologicznego, a psychoterapia jest leczeniem wspomagającym.

Właściwą diagnozę stawia klinicznie przygotowany lekarz lub psychoterapeuta. Jednak by to mogło nastąpić, pacjent musi zgłosić się na leczenie, czyli pierwszą diagnozę musi postawić sobie sam. Jest to często zadanie trudne, ze względu na wszystkie opisane powyżej problemy. Nikt nie chce być chory, a tym bardziej chorować psychicznie. Dodatkowo osoba będąca w depresji często przeżywa siebie jako kogoś tak beznadziejnego, że w zasadzie niezasługującego na pomoc. Lekarza czy psychoterapeutę widzi natomiast jako kogoś bezradnego, kto wprawdzie ma dobre chęci, ale nie będzie w stanie mu pomóc. A zatem pierwszym zadaniem w procesie pomagania jest odbudowanie nadziei oraz szacunku dla siebie samego jako kogoś godnego otrzymywania pomocy i mającego prawo z niej korzystać.


Martyna Goryniak
Doktor psychologii, trener i terapeuta
w poznańskiej Pracowni Psychologicznej
"Spotkanie" oraz w warszawskim ośrodku
"Natolin".

powrót